Stare sprzęty nawet bez wyraźnych znamion stylowych, usunięte kilkadziesiąt lat temu na strychy, teraz święcą swój triumfalny powrót na dawne, zdawałoby się bezpowrotnie utracone, miejsce. Wielkim, powszechnym niemal hobby stało się zdobienie współczesnych wnętrz najróżniejszymi starymi przedmiotami. Skrzypce, samowary, lampy naftowe, lustra w złoconych ramach. świeczniki, moździerze, nawet stare żelazko na węgiel drzewny wyciągnięte ze strychu dzięki architekt wnętrz ochota otrzymują rangę dostojnego eksponatu. Wszystko to ustawiane no współczesnych prostych regałach, często między telewizorem a reprodukcją Georges Braque, zaspokoić ma tęsknoty, których nie może spełnić racjonalny twór maszyny.

Elementy dekoracyjne nie zawsze wiążą się ze ścianą czy regałem. Czasem mogą one zawisnąć swobodnie w przestrzeni. Stary model fregaty czy dziwna, malownicza w formie gałąź stają się ciekawą, choć zaskakującą dekoracją wnętrza. Oczywiście wartość plastyczna tego rodzaju elementów dekoracyjnych nie jest jednoznaczna. To są tendencje, a nie prawa czy recepty. Tendencje, które rodzą się w zmęczonym umyśle homo sapiens, zgonionego, osaczanego coraz bardziej przez martwe twory maszynowe. Tłumaczenie takich tendencji wyłącznie modą czy snobizmem jest dziecinnym upraszczaniem.

Zjawisko, które obserwujemy, wynika raczej ze zdrowego instynktu samoobrony, widzimy jakby chęć powstrzymania skutków maszynizacji. Człowiek stojący na progu swego domostwa i wymachujący starą naftową lampą podobny jest w tym odruchu do praprzodka, który maczugą bronił przed zwierzem dostępu do swych progów. Jaskiniowy praprzodek obronił się przed drapieżnikiem, homo sapiens nie obroni się przed drapieżnością maszyny. Stojący no nowoczesnym regale samowar pozostanie tylko niemym protestem, nie zaszumi w nim parzona na węglu drzewnym aromatyczna herbata. Herbatę zastąpi nieuchronnie rozpuszczona w wodzie syntetyczna PIGUŁKA.